Jeden dzień. Jedna chwila.
Tyle
wystarczyło, aby wszystko w moim dotychczasowym życiu się pozmieniało. Jeden
uśmiech, kilka słów. Nie miałam zielonego pojęcia, co to wszystko oznaczało,
ale byłam pewna, że ciągnęło za sobą zmianę. Taką miałam przynajmniej nadzieję.
Musiałam przyznać
to przed samą sobą. Wszystko, co się wokół mnie działo, zaczynało mieć dla mnie
większe znaczenie niż się tego spodziewałam. Przerażało mnie to, ale
jednocześnie… Ekscytowało. Chciałam więcej. Doskonale wiedziałam, jaki jest
Dylan i jak postępuje z dziewczynami. Każdy jego związek kończył się tak samo,
nie miał dla niego większego znaczenia. Jasne było, że nie powinnam się w to
pakować, a już na pewno głupstwem było robienie sobie jakichkolwiek nadziei.
Ale co z tego, że to wszystko wiedziałam, kiedy moja wyobraźnia sama podsuwała
mi różne scenariusze, a serce biło szybciej na samą myśl o tym, co mogłoby się
wydarzyć gdybyśmy zostali sami. Brzuch ściskał się w ciasny węzeł, gdy tylko
przypominałam sobie nasz pocałunek, choć do tej pory uważałam, że takie uczucie
wymyślone zostało na potrzeby miłosnych książek. Myliłam się. Na temat wielu
rzeczy i spraw. I to przerażało mnie jeszcze bardziej. Nie mogłam już sobie
dłużej bezgranicznie ufać. W jego obecności… Traciłam kontrolę.
Trying not to lose my head but
I have never been this scared before
Jedna chwila.
Tyle zajęło mi
uświadomienie sobie, że wszystkie moje nadzieje są bezpodstawne i bezsensowne. Znów
się myliłam.
W chwili,
kiedy spytałam dokąd idziemy i usłyszałam jego oczywistą odpowiedź zrozumiałam,
że jestem tylko naiwną dziewczyną, która sądziła, że tym razem może być
inaczej.
– Przecież
umawialiśmy się na kolejne korki z matmy, nie pamiętasz?
Skinęłam
głową, zaciskając usta w wąską linię. Jego rozbawiony głos świadczył o tym, że
znów miał ze mnie ubaw, a ja jak zwykle dałam się nabrać. Nie chciałam jednak,
żeby widział rozczarowanie na mojej twarzy, więc bez słowa szłam obok niego w
stronę mojego domu.
Zimny wiatr
zaczynał się wzmagać, choć zza jasnych chmur wciąż wyglądało słońce. Zakryłam
się szczelniej jasnym płaszczykiem, który miałam na sobie i wcisnęłam ręce w
kieszenie.
Moje serce
biło nierównomiernie, a dłonie drżały niebezpiecznie. Byłam zła. Wściekła na
siebie za to, że tak łatwo dałam się zwieść. Zbyt szybko uwierzyłam, że ten
jeden pocałunek może dla niego coś znaczyć. Chciałam w to wierzyć. Ale byłam
sama sobie winna. Przecież wiedziałam, czym są dla niego związki.
Z zamyślenia
wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu wydobywający się z kieszeni skórzanej
kurtki Dylana. Chłopak spojrzał na wyświetlacz i skrzywił się odbierając
połączenie.
– Halo. – Zdecydowanie
nie zabrzmiało to jak miłe powitanie, a raczej wrogie burknięcie.
Osoba po
drugiej stronie odparła coś w odpowiedzi, a Dylan zmarszczył nos, widocznie
coraz bardziej zirytowany.
– Nie pierdol,
tylko mów co chcesz, bo nie mam czasu – zdenerwował się, a ja słysząc ton jego
głosu, mimowolnie zadrżałam. Nie lubiłam go takiego.
Po drugiej
stronie telefonu usłyszałam zdenerwowany, podniesiony głos należący z całą
pewnością do płci jemu przeciwnej.
Skrzywiłam
się. Jak mógł odzywać się w taki sposób i to w dodatku to kobiety?
– Nie to nie,
ja nie muszę z tobą rozmawiać. Żegnam. – I tak po prostu się rozłączył.
Patrzyłam jak
zaciska oczy ze złości, dysząc ciężko. Starał się zachowywać spokój, ale
widziałam jak ze zdenerwowania drżą mu dłonie. Nie zależnie od tego z kim
rozmawiał, wyprowadziło go to z równowagi. I choć najwidoczniej próbował udawać
przede mną, a może też nawet przed samym sobą, że nic go to nie obchodzi,
widziałam jak bardzo go to dotykało.
Ściskał
komórkę w swojej silnej dłoni tak mocno, że byłam pewna, że ta lada chwila się
rozpadnie. Zrobiłam krok w jego stronę i położyłam dłoń na jego ramieniu
zmuszając go, aby spojrzał mi w oczy. Widziałam w nich złość, ból i
niezrozumienie. Choć nie było to łatwe, udało mi się wytrzymać jego spojrzenie.
Po krótkiej chwili jego wzrok nie był już taki srogi i nawet dostrzegłam w nim
zmęczenie.
– Kto to był?
– Odważyłam się spytać, choć mój głos był nadal ochrypły z powodu tak wielu
emocji, które mną targały.
Dylan
wpatrywał się we mnie przez chwilę, jakby chciał coś wyczytać z mojej twarzy.
Nagle zdałam sobie sprawę, że wciąż trzymam dłoń na jego ramieniu, więc
niechętnie ją zabrałam, a on odwrócił ode mnie spojrzenie i ruszył dalej przed
siebie.
Dotrzymując mu
kroku patrzyłam, jak po jego twarzy przenikają różne emocje. Bił się z własnymi
myślami, walczył sam ze sobą. W końcu westchnął zrezygnowany i pokręcił głową
ledwie zauważalnie.
– Moja matka –
burknął, nawet nie próbując ukryć niechęci w swoim głosie.
Zadrżałam. Nie
sądziłam, że ktokolwiek może tak rozmawiać z własną mamą. Kobietą, która dała
życie, wychowywała, poświęcała się dla dobra własnego dziecka. Jasne, sama
miałam niemałe problemy w komunikacji z mamą, ale nigdy nie odezwałabym się do
niej w taki sposób, jaki zrobił to Dylan. Nie miałam pojęcia, co takiego mogło
się stać, żeby tak się wobec niej zachowywał. Właściwie… Nigdy nie mówił nic o
swojej mamie i nagle zdałam sobie sprawę, że umyślnie unikał tego tematu.
– Pewnie
zastanawiasz się teraz, dlaczego tak bardzo jej nienawidzę, hm? – Dylan patrzył
na mnie, ale nie był już tak zły, jak chwilę wcześniej.
Zadrżałam, z
przerażeniem zdając sobie sprawę z tego, jak łatwo przychodzi mu rozgryzienie
mnie.
Skinęłam głową
w odpowiedzi i znów na niego spojrzałam, oczekując jego reakcji. Ku mojemu
zdziwieniu, nie zdenerwował się jednak, tylko westchnął, zmęczony wieloma
emocjami, które wciąż przemijały po jego napiętej twarzy.
Dylan usiadł
na jednej z pobliskich ławek, które właśnie mijaliśmy, a ja nieśmiało zajęłam
miejsce obok. Analizując odległość, którą pomiędzy nami zostawiłam, chłopak
uśmiechnął się nieznacznie, po czym znów spochmurniał.
– Zaczęło się
kiedy miałem pięć lat. Kiedy ten chuj… Mój ojciec, nas zostawił. Pamiętam ten
dzień jakby to było wczoraj, chociaż minęło już trzynaście lat. – Westchnął po
raz kolejny, jakby chcąc zebrać myśli. – To był poniedziałek, zaczynały się te
cholerne ferie zimowe, więc mogłem spać do późna, ale obudziły mnie krzyki
rodziców i trzask zamykanych drzwi wejściowych. Miałem tylko pięć lat, nie
miałam zielonego pojęcia co się dzieje, ale już wtedy wiedziałem, że nic
dobrego. Nogi trzęsły mi się jak galareta, kiedy wyszedłem z ciepłego łóżka,
aby zobaczyć co się dzieje. Cały mój dziecięcy, szczęśliwy świat runął w
gruzach, kiedy w korytarzu dostrzegłem matkę. Siedziała na zimnych płytkach, a
jej drobny ciałem wstrząsały kolejne ataki histerii i płaczu. To był ostatni
raz kiedy było mi jej naprawdę żal – wyznał, nawet na mnie nie spoglądając, ale
po tonie jego głosu wiedziałam, jak wiele kosztuje go przywoływanie tych
wspomnień. – Okazało się, że ojciec wyjechał na zawsze i choć matka nigdy nie
chciała zdradzić mi prawdziwego powodu jego decyzji, zasłaniając się jego
brakiem poczucia odpowiedzialności, już wtedy go znienawidziłem. Niedługo
później zostałem całkiem sam, kiedy moja, pożal
się Boże, mamusia zaczęła szukać pracy. Pech chciał, że nie miała prawie
żadnego wykształcenia i wszystkie propozycje, które otrzymywała oznaczały tak
małe wynagrodzenie, że nawet nie starczałoby na rachunki, a co dopiero na
jedzenie. Wtedy właśnie, wpadła na genialny pomysł, aby zostać prostytutką. –
Zacisnął dłonie w pięści tak mocno, że aż zbielały mu kłykcie, a ja zadrżałam
na ton jego głosu. – Tak, Sophie, dobrze słyszysz. Została najzwyklejszą w
świecie kurwą, w dodatku sprowadzała swoich fagasów do domu i nie przeszkadzał
jej fakt, że jej pięcioletni synek musi wszystkiego słuchać. Idź do swojego pokoju, mówiła. Tylko, że
mój pokój, a pokój, w którym się z nimi pieprzyła, dzieliła cienka ściana przez
którą dało się słyszeć nawet najmniejszy szmer. Wiele razy słyszałem jak ją
wyzywali, jak ją bili. Mówiła, że to nic takiego, że nic się nie dzieje, że się
przewróciła i upadła, ale ja wiedziałem, że kłamie. W dodatku prawie wszystkie
pieniądze przepuszczała na wódkę i antykoncepcję, więc i tak często chodziłem
głodny. Nie interesowała się mną, więc i ja przestałem się nią interesować.
Powiedz mi, jak małe dziecko ma szanować matkę, która nie szanuje siebie, co?!
Jego donośny
głos zwrócił uwagę kilku przechodniów, którzy spojrzeli na nas badawczo.
Po moich plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz, wstrząsając moim ciałem po raz kolejny. Dylan w końcu na mnie spojrzał, a wtedy z jego twarzy zniknął ból i złość, ustępując miejsca zmieszaniu i zmartwieniu.
Po moich plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz, wstrząsając moim ciałem po raz kolejny. Dylan w końcu na mnie spojrzał, a wtedy z jego twarzy zniknął ból i złość, ustępując miejsca zmieszaniu i zmartwieniu.
– Soph? – Ujął
mnie za brodę i zmusił bym spojrzała mu w oczy. – Ty płaczesz?
Faktycznie. Po
moich policzkach ściekały stróżki łez, choć nie pamiętałam, abym im na to
pozwalała.
– Przepraszam,
nie powinienem…
– Nie. –
Przerwałam mu, kładąc swoją drżącą dłoń na jego wciąż zaciśniętej pięści.
Spojrzał w dół, zaskoczony, ale nieznacznie zwolnił uścisk. – Ja po prostu… Nie
wiedziałam… Tak bardzo mi przykro…
– Nie
potrzebnie – odparł, zabierając dłoń i znów budując między nami niewidzialny
mur, który wciąż na nowo starałam się zburzyć.
Taki właśnie
był. Odgradzał się od ludzi, którzy próbowali mu pomóc, którzy chcieli go
wysłuchać. Chciał uchodzić za twardego, choć w tak krótkich chwilach jak ta,
kiedy opowiadał o swojej przeszłości, dostrzegałam w nim uczucia, które głęboko
w sobie skrywał.
– Nie powinnaś
przejmować się moją matką. Nikt nie powinien.
– Ale Dylan…
– Nie, Soph! –
Zdenerwował się, po czym wstał gwałtownie z ławki i odetchnął kilka razy
głęboko. – Po prostu więcej o tym nie rozmawiajmy, dobrze?
Niechętnie
skinęłam głową, bo wiedziałam, że to niczego nie załatwia. Dylan wciąż skrywał
w sobie ból, o którym, zapragnęłam pomóc mu zapomnieć.
You're scared scared to see
Your mother there in the door,
you wonder where did the years go
♣♣♣
Zadziwiałam
samą siebie coraz bardziej. Po ponad godzinnej nauce matematyki miałam
serdecznie dość. Ja. Nie Dylan. On
wręcz przeciwnie, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, skupiał się na wszystkim co
mu mówiłam, co więcej, sam rozwiązywał większość zadań, nawet na mnie nie
spoglądając. Choć byłam dumna, że idzie mu to coraz lepiej, czułam się trochę
tak, jakbym nie była mu w ogóle potrzebna. A właściwie, jakbym nadawała się
tylko do tego, aby sprawdzić czy dobrze rozwiązał kolejne równanie. Zaczęłam
chyba wpadać w paranoję.
Nie mogąc już
dłużej znieść bezczynności, wstałam z kanapy i zostawiając Dylana z kolejnym
zadaniem na logarytmy, podeszłam do okna. Ciemne chmury całkowicie zasłoniły
już niebo i niewątpliwie zwiastowały deszcz, a może nawet burzę. Patrzyłam na
smagane wiatrem gałęzie drzew, czując wewnętrzne rozdarcie. Całkowicie zgubiłam
się już w swoich myślach i uczuciach, a postawa Dylana niczego mi nie
ułatwiała. Wręcz przeciwnie. Jego chłodna obojętność dała mi wyraźnie do
zrozumienia, że wszystko to jest tylko i wyłącznie moim problemem, z którym
sama muszę się uporać.
Spojrzałam w
jego stronę. Wciąż siedział w tym samym miejscu, z intensywnością wpatrując się
w pognieciony zeszyt leżący na szklanym stoliku przed nim. Podpierał głowę na
lewej dłoni, a w prawej trzymał żółty ołówek, którym uderzał w jednostajnym
tempie o kartki, zapisane jego niechlujnym pismem. Marszczył nos w
charakterystyczny dla niego sposób, intensywnie myśląc nad zadaniem.
Uśmiechnęłam
się, nagle zdając sobie sprawę z tego, jak wiele przyjemności sprawia mi ten
widok. Mogłabym patrzeć na niego godzinami, choć brzmiało to niedorzecznie.
Wszystkie moje zachowania i reakcje robiły się niedorzeczne, kiedy tylko
przebywałam w jego towarzystwie. Zaczynałam tracić rozum.
Trying not to lose your own,
boxing up everything, you've got
All you ever knew of home
Nagle zdałam
sobie sprawę, że chłopak przygląda mi się od dłuższego czasu, jednocześnie
uśmiechając się nieznacznie, najwidoczniej na widok mojego rozmarzonego
spojrzenia, którym go obdarzyłam. Spuściłam głowę, oblewając się dorodnym
rumieńcem. Głupia.
– Chyba już
starczy na dziś tej nauki. – Usłyszałam dźwięk zamykanej z hukiem książki, a
później jak wstaje z kanapy, ale nie odważyłam się na niego spojrzeć.
Odwróciłam się
w stronę okna i przyłożyłam dłoń do zimnej szyby, chcąc w ten sposób uspokoić
nerwy, ale na nie wiele się to zdało. Chłopak podszedł do mnie, ale tym razem
stanął obok i również zaczął przyglądać się obrazom za oknem.
– Widzisz tam
coś ciekawego? – Jego głos był rozbawiony, choć w żaden sposób nie ironiczny.
Zaskoczyło mnie to.
Odważyłam się
na niego spojrzeć, a wtedy dostrzegłam, że nieznacznie się uśmiecha. Nawet jego
oczy się śmiały, a ja zdałam sobie sprawę, że dawno go takiego nie widziałam.
Bałam się myśleć, jaki może być powód jego dobrego humoru.
– Zanosi się
na deszcz, więc chyba będę już le…
– Dylan, jeśli
chodzi o dzisiaj… – Zaczęłam nagle, bojąc się, że faktycznie sobie pójdzie.
Najwidoczniej
zaskoczyłam nie tylko siebie, bo chłopak spojrzał w końcu na mnie zaciekawionym
wzrokiem.
– Jeśli chodzi
o Heather i o to co powiedziała… Chcę, żebyś wiedział, że to…
– Nie ma
sprawy – przerwał mi stanowczo. Spojrzałam na niego pytająco. – Nie musimy o
tym rozmawiać, to nic takiego.
Skinęłam
głową, choć poczułam, jakby ktoś mnie spoliczkował. Nic takiego. Dla Dylana to
wszystko to nic takiego, a ja bez sensu wciąż wszystko analizowałam. Czułam się
jak idiotka, którą ktoś w końcu uświadomił. Boleśnie.
All we know is distance
We're close and then we run
Cofnęłam się o
krok i już chciałam go wyminąć, kiedy niespodziewanie złapał mnie za nadgarstek
i zmusił, abym na niego spojrzała.
– Ty mnie
chyba źle zrozumiałaś. – Wciąż się nieznacznie uśmiechał, ale mówił teraz
bardziej poważnym tonem niż wcześniej. – Chodziło mi o to, że słowa Heather nic
nie znaczą, ale to co zdarzyło się później to…
Nic więcej nie
zdołał powiedzieć, bo z dołu dobiegł nas trzask zamykanych drzwi i czyjeś
szybkie i gwałtowne kroki na schodach, a później na piętrze.
– Nam to, do
cholery, zawsze ktoś musi przeszkodzić – usłyszałam za sobą niezadowolony głos
Dylana, który powiedział to tak cicho, abym nie usłyszała, ale usłyszałam i nie
mogłam powstrzymać uśmiechu.
Puścił moją
rękę, a ja cofnęłam się o krok dokładnie w momencie w którym drzwi otworzyły
się z impetem, a do mojego pokoju wpadła zdyszana Vee.
– Nie uwierzysz,
czego się właśnie dowiedzia... A ten co tu robi?!
Moja
przyjaciółka przenosiła mordercze spojrzenie to na mnie, to na chłopaka
stojącego za moimi plecami i nawet nie starała się ukryć swojego
zdenerwowania.
– Też miło mi
cię poznać, Veronico – Dylan wymówił jej imię z taką powagą, że nie mogłam się
nie uśmiechnąć, co jeszcze bardziej rozzłościło moją przyjaciółkę.
– Przykro mi,
że będę musiała popsuć twój dobry humorek, ale wyobraź sobie moje zdziwienie,
kiedy wychodząc ze szkoły dowiedziałam się, że na jednej z dzisiejszych przerw
niejaki Dylan Rettino namiętnie całował się z MOJĄ PRZYJACIÓŁKĄ!
Zamiast
cokolwiek odpowiedzieć, po prostu spaliłam buraka, a brunet za moimi plecami
zaśmiał się wyraźnie rozbawiony.
– Widać wieści
szybko się rozchodzą. – Usłyszałam za sobą jego pogodny głos, a uśmiech sam
wkradł się na moje usta.
Vee zmroziła
go wzrokiem.
– Tylko tyle
macie mi do powiedzenia?! – Zdenerwowała się.
– Cóż...
Właściwie to nie był to, aż taki
znowu namiętny pocałunek. Stać mnie na wiele więcej…– Choć nie widziałam jego
twarzy mogłabym przysiąc, że poruszył znacząco brwiami.
Powieka lewego
oka Vee niebezpiecznie zadrżała, na czole pojawiła się charakterystyczna
zmarszczka, a ja już wiedziałam co to oznacza. Należało wiać. Natychmiast.
– Dobra, to ja
już lepiej pójdę. – Usłyszałam za sobą i ten jeden jedyny raz odetchnęłam z
ulgą, że Dylanowi udało się w porę odczytać moje myśli.
Wyminął mnie,
nawet na mnie nie zerkając i w drzwiach mówiąc tylko krótkie na razie
wyszedł, zostawiając mnie na pastwę zdenerwowanej przyjaciółki.
Zadrżałam,
widząc jej surowe spojrzenie i zaciśnięte w wąską linię usta.
– No, moja
panno. Chyba mamy do porozmawiania – oznajmiła, zakładając ręce na klatce
piersiowej i tupiąc nerwowo prawą nogą.
Wiedziałam
już, że nie będzie łatwo.
♣♣♣
Kiedy
następnego dnia siedziałam sama na lekcji matematyki wpatrując się w ulewny
deszcz za oknem, zastanawiałam się jak to jest możliwe, że po raz kolejny dałam
się tak łatwo na coś nabrać. Może zwyczajnie za bardzo wierzyłam w dobroć
ludzi? Że mogą się faktycznie zmienić, jeśli będziemy im w tym wystarczająco
pomagać? Byłam naiwna, co do tego nie było żadnych wątpliwości. Chciałam
wierzyć, że mogę komuś pomóc, że mogę mieć dobry wpływ na drugą osobę.
Widocznie się myliłam.
Spojrzałam w
prawo, na stojące obok puste krzesełko. Nie mogłam uwierzyć, że Dylan odpuścił
sobie szkołę, że najprawdopodobniej poszedł na wagary i nie zjawił się na
matematyce. Na matematyce, do której zaledwie dzień wcześniej zdawał się tak
przykładać. Najwidoczniej jednak znów po prostu udało mu się mnie zwieść i tak
naprawdę wcale nie zależało mu na lepszych wynikach z owego przedmiotu. Nie
miały dla niego znaczenia nasze korepetycje oraz efekty, jakie chciałam pomóc
mu osiągnąć. Zastanawiałam się, co jeszcze przede mną udawał?
Podskoczyłam
gwałtownie na dźwięk dzwonka, który brutalnie przerwał moje rozmyślenia. Minęło
kilka dłuższych sekund nim moje serce zaczęło znów bić w swoim naturalnym
tempie. Czułam, że powoli zaczyna boleć mnie głowa, z powodu tak wielu różnych
myśli, które nie chciały dać mi spokoju. Zastanawiałam się, jak wiele jeszcze
rzeczy w stanie jestem analizować zanim całkowicie wykończę się psychicznie.
Wychodząc z
klasy udałam się wprost w stronę wyjścia ze szkoły. Zamarłam, widząc ścianę
deszczu znajdującą się tuż za szklanymi drzwiami. Pech chciał, że tego dnia nie
zabrałam ze sobą parasolki ani nawet kurtki, a wyjście w taką ulewę oznaczałoby
tyle, że w jednej niemal chwili zrobiłabym się tak mokra, jakbym dopiero co wyszła
spod prysznica. Inni uczniowie zaczęli trącać mnie swoimi ramionami, sami
spiesząc się do swoich samochodów zaparkowanych nieopodal lub do samochodów
znajomych, którzy postanowili ich podrzucić. Szczęściarze. Ponieważ nie miałam
żadnego innego pomysłu, a nie uśmiechało mi się wracanie do domu w taką ulewę,
postanowiłam ten jeden raz wykorzystać brata. W końcu od tego go miałam, czyż
nie?
Opierając się
o szklane drzwi wyjęłam komórkę z kremowej torby i wybrałam numer Matta.
Patrząc na wychodzących w gwałtowny deszcz uczniów wsłuchiwałam się w monotonny
sygnał, tracąc powoli nadzieję, że mój kochany brat w ogóle kiedykolwiek
odbierze. Czemu nigdy nie było go wtedy, gdy był potrzebny?
Kiedy miałam
już nacisnąć czerwoną słuchawkę usłyszałam po drugiej stronie jego roześmiany
głos.
– Co tam? –
spytał, a w tle usłyszałam jakąś muzykę, głosy i śmiechy innych ludzi. Bez
wątpienia musiał być w jakimś barze.
Westchnęłam,
powstrzymując się jednak przed robieniem mu wykładu na temat tego, jak marnuje
sobie życie. I tak nie przyniosłoby to żadnego efektu, a ja tylko niepotrzebnie
bym się naprodukowała, podczas gdy wolałabym być już w ciepłym domu.
– Mógłbyś po
mnie przyjechać? Strasznie leje, a ja nie wzięłam parasolki. – Nie lubiłam być
bezradna, a już szczególnie, gdy musiałam kogoś wtedy o coś prosić, ale
niestety w tej sytuacji nie miałam innego wyjścia.
Przez chwilę
się nie odzywał, najwidoczniej nad czymś myśląc.
– Wiesz co,
jestem z chłopakami na piwie i nawet nie mam ze sobą samochodu, więc nie da
rady. – Ton jego głosu świadczył o tym, że faktycznie już trochę wypił. Nie
zdawał się jednak ani trochę przejmować tym, że bez jego pomocy byłam bezradna.
Westchnęłam,
zdając sobie sprawę co to oznacza.
– Gdzie
jesteś? – spytałam od niechcenia, bo tak naprawdę nie miało dla mnie znaczenia
w jakim to miejscu mój kochany braciszek zamierzał po raz kolejny dobrze się
zabawić.
Nie
odpowiedział, a zamiast tego usłyszałam jakieś śmiechy i czyjeś głosy w
słuchawce.
– Dylan, tamta
laska naprawdę nie spuszcza cię z oka. Coś czuję, że to twój dzień…A raczej
wieczór, stary – Usłyszałam nagle rozbawiony głos mojego brata, który
najwidoczniej na chwilę zapomniał, że ze mną rozmawia.
Wzdrygnęłam
się tak bardzo, że ledwo utrzymałam telefon w dłoni.
– Dylan?
Poczułam jakby
ktoś zaciskał swoją silną dłoń na moim żołądku. Wstrzymałam oddech.
– Jasne,
założę się, że nie zdążysz wyrwać jej w mniej niż dziesięć minut.
Matt zdawał
się całkowicie zapomnieć o moim istnieniu. Znów usłyszałam czyjeś śmiechy, a
następnie męski, rozbawiony głos. Zadrżałam, od razu rozpoznając jego
właściciela.
– Matt?
Znów śmiechy i
jakieś trzaski.
– Co? Czekaj, coś
mówiłaś? – Najwidoczniej Matt nagle przypomniał sobie o naszej rozmowie. – Zresztą
nieważne. Słuchaj, tak jak mówiłem, nie dam rady cię odebrać zresztą muszę
kończyć. Daj mi znać jak dotrzesz do domu. Cześć.
Jednostajny,
ciągły sygnał świadczył o zakończeniu rozmowy.
Wpatrywałam
się w wyświetlacz, przez chwilę nie mogąc złapać oddechu. Świat dookoła na
chwilę pociemniał, żeby już po sekundzie ponownie uderzyć we mnie ze zdwojoną
mocą. Czy tylko mi się zdawało, czy właśnie po raz kolejny zostałam
uświadomiona, jak naiwną i łatwowierną osobą jestem?
Kiss away the difference
I know you hate this one
♣♣♣
Może w innych
okolicznościach mokre ślady na podłodze pochłonęły by całą moją uwagę i
wprowadziłyby by mnie w irytację, ale nie tym razem. Nie obchodziło mnie to, że
zostawiałam ślady mokrych stóp na dopiero co umytych płytkach i panelach.
Miałam w nosie, że główny holl stał się jedną wielką kałużą po tym, jak cała
mokra wróciłam ze szkoły. Nie było na moim ciele ani jednego suchego skrawka,
toteż zostawiałam mokre odciski na wszystkim, czego się dotknęłam, ale nie
przejmowałam się tym ani trochę. W głowie miałam tak ogromny chaos, że ledwo
mogłam się na czymkolwiek skupić. W dodatku z powodu zimna potwornie drżałam na
całym ciele, więc wchodząc po schodach musiałam mocno trzymać się barierki, aby
nie upaść. Kiedy znalazłam się w swoim pokoju, wyrzuciłam wszystko z mokrej
torby wprost na łóżko i nie pozwalając myślom przejąć nade mną kontroli, sama
udałam się do łazienki. Drżąc tak bardzo, że ledwo zdołałam cokolwiek utrzymać
w dłoniach, napuściłam gorącej wody do wanny, a torebkę ze szkoły i mokre
ubrania, które miałam na sobie wrzuciłam do pralki. Widząc się w lustrze o mało
co nie krzyknęłam. Włosy poprzyklejały się do mojej twarzy, na której widniały
czarne smugi, pozostałości po makijażu, który sobie rano zrobiłam. Usta miałam
sine, a oczy czerwone i wyglądałam tak, jakbym płakała całą wieczność. I choć
fizycznie tego nie zrobiłam, to w głębi duszy czułam się jakby właśnie tak było.
Podeszłam do
wanny i kiedy zanurzyłam zmarznięte stopy w gorącej wodzie poczułam bolesne
pieczenie, ale nie cofnęłam nóg. Usiadłam w wannie i podciągnęłam nogi pod
siebie czekając, aż cała napełni się ciepłą wodą. Oparłam głowę na kolanach i
starałam się choć trochę uspokoić drżenie całego ciała, ale na marne. Słyszałam
jak moje zęby uderzają o siebie tworząc charakterystyczną melodię, która
odbijała się echem po mojej głowie. Chociaż w miejscach, w których moja skóra
stykała się z gorącą wodą czułam coraz większe pieczenie, nie było mi ani
trochę cieplej. Co więcej, miałam wrażenie, że lada chwila całkowicie rozpadnę
się na kawałki z powodu nieustających drgawek. Miałam jednak nieodparte
wrażenie, że powodem mojego drżenia jest nie tylko zimno, ale przede wszystkim
myśli, które wręcz rozsadzały moją głowę od środka
Tell you what I'll do instead,
lay my body down on the floor
Chociaż
starałam się nad tym nie myśleć, nie mogłam w żaden sposób wyzbyć się tego
okropnego uczucia, które pojawia się zawsze wtedy, gdy ktoś cię rozczaruje. Ból,
zawód, żal.
Miałam ochotę
sama sobie dokopać za to, że tak łatwo uwierzyłam, że mogę coś dla Dylana
znaczyć. Że nasz pocałunek mógł coś dla niego znaczyć. Nigdy nie powinnam była
pomyśleć, że to było coś więcej niż spontaniczne zachowanie. A jednak czułam
się tak, jakby ktoś złamał złożoną mi obietnicę, chociaż doskonale wiedziałam,
że ze strony chłopaka nigdy nie padła żadna deklaracja dotycząca mojej osoby.
Mimo to, przez jedną krótką chwilę pozwoliłam sobie na chwilę słabości,
dopuściłam do siebie nadzieję, która okazała się tak bardzo dla mnie złudna. Teraz
już wiedziałam, że wszystko co robił Dylan, to jak traktował dziewczyny było
tylko formą dobrej zabawy. Nie miało to żadnego znaczenia. Byłam głupia i
naiwna sądząc, że jestem dla niego kimś więcej niż tylko znajomą, dającą mu
korki, na których w sumie i tak mu nie zależało. To był jakiś obłęd.
Zachowywałam się tak, jakby między nami faktycznie czegoś doszło, a przecież to
był tylko pocałunek, który najwidoczniej był najzwyklejszym odruchem litości
nad dziewczyną, która ulokowała swoje uczucia w niewłaściwej osobie.
Rozgrzana,
owinięta w puchaty różowy ręcznik, wyszłam z łazienki, starając się pozostawić
za sobą wszystkie złe emocje, ale tak naprawdę chyba bardziej oszukiwałam sama
siebie, że faktycznie mogłabym o wszystkim tak po prostu zapomnieć. Podeszłam
do łóżka, na które wyrzuciłam całą zawartość mojej torebki i sięgnęłam po
telefon. Na wyświetlaczu widniała jedna nieodebrana wiadomość. Nie byłam pewna,
czy chcę mieć z kimkolwiek w tej chwili jakikolwiek kontakt, ale uznałam, że
rozczarowanie jakiego doznałam nie uprawnia mnie do tego, aby zbywać innych.
Odblokowałam telefon i otworzyłam wiadomość. Czytając jej zawartość poczułam,
że mój puls niebezpiecznie przyspiesza, a głowę nawiedza kolejna porcja
niepewności.
Witaj, moja piękna. Miałem odezwać się w
sprawie naszego drugiego spotkania, więc mam dla ciebie propozycję nie do
odrzucenia, ale wolałbym złożyć ci ją osobiście, a nie przez telefon. Możemy
się dzisiaj spotkać? ;) Josh.
Wzięłam kilka
głębszych wdechów, zanim zdecydowałam się zastanowić nad odpowiedzią. Z jednej
strony ogromnie chciałam się z nim spotkać, pamiętając jak dobry wpływ miało na
mnie nasze ostatnie spotkanie i jak bardzo zauroczył mnie on swoją osobą.
Doskonale pamiętałam jego cudowny uśmiech, którym obdarowywał mnie za każdym
razem, gdy rumieniłam się z powodu komplementów, które mi prawił. Pomimo, że
dla mnie samej było to dziwne, byłam prawie pewna, że w jakiś sposób
zaciekawiłam go swoją osobą i choć początkowo nie wywarł na mnie dobrego
wrażenia, powoli mi samej zaczynał się on coraz bardziej podobać. Nie mogłam
powstrzymać coraz większej ciekawości, gdy zastanawiałam się nad propozycją,
którą miał mi do złożenia. Czułam ten dreszczyk niepewności, myśląc o tym co to
może być. Z drugiej jednak strony, pamiętałam jakie konsekwencje miało na moje
relacje z Dylanem nasze ostatnie spotkanie w kawiarni. Nie chciałam, abyśmy
znów sprzeczali się z powodu Josha, a to właśnie niewątpliwie miałoby miejsce,
gdybym znów się z nim spotkała. Dylan znów wyrzucałby mi dwulicowość, choć
właściwie było trochę racji w tym, że mówiłam i robiłam co innego. Ale skąd
mogłam wiedzieć, że niezręczne zachowanie Josh to była tylko jednorazowa
wpadka, a tak naprawdę był bardzo wartościowym i uroczym człowiekiem? To jednak
nie przekonałoby Dylana, który zapewne urządziłby mi kolejną awanturę o to, że
spotykam się z człowiekiem takim jak Josh. Wiedziałam, że po tym co wydarzyło
się między mną, a Dylanem nie powinnam więcej umawiać się z chłopakiem, który
mógłby w pewien sposób zawrócić mi w głowie.
Przerzucając
telefon z dłoni do dłoni, doznałam jednak nagle przykrego olśnienia.
Przecież tak
naprawdę nic nie wydarzyło się między mną, a brunetem, a nawet jeśli, to nie
miało do dla niego żadnego znaczenia. Byłam tylko ja, analizująca wszystko zbyt
dokładnie i robiąca sobie zbyt duże nadzieje z drobnostek, które dla niego były
już codziennością. Każde z nas miało swoje życia, które nic nie łączyło w
jedność. Mógł robić co chciał, a więc ja także powinnam mieć do tego prawo.
Mogłam umawiać się z kim tylko chciałam, nawet jeśli jemu to się nie podobało,
z takich czy innych powodów. Dlaczego więc wciąż wahałam się z odpowiedzią?
Już chciałam
zadzwonić do Vee, aby coś mi poradziła, jak to zawsze miała w zwyczaju, kiedy
nagle zdałam sobie sprawę, że nie mogę tego zrobić. Musiałabym powiedzieć jej o
tym, czego się dzisiaj dowiedziałam i że między mną i Dylanem nigdy do niczego
nie dojdzie. Musiałabym przyznać jej rację, że jest on typowym facetem, który
tylko bawi się dziewczynami tak naiwnymi jak ja. W istocie tak właśnie było,
jednak w żaden sposób nie chciałam pozwolić na to, aby Vee robiła mi kolejny
wykład na temat tego, że powinnam dać sobie spokój z chłopakiem, który nie jest
odpowiedni dla mnie. Doskonale pamiętałam jej złość, kiedy dowiedziała się o
tym co za szło między mną, a brunetem. Była wściekła, że nic jej nie mówiłam,
chociaż sama nie wiedziałam co mogę o tym myśleć. I zapewne miała rację, ale
jak mogłam przyznać jej się do tego, że zaczynam darzyć uczuciami chłopaka,
który może tylko się mną bawi? Jednak, pomimo tego, że okazało się to prawdą,
wiedziałam, że to niczego nie załatwia, jeśli chodzi o mnie i Vee. Wciąż była
na mnie zła i doskonale wiedziałam, że minie trochę czasu, zanim jej przejdzie.
Dlatego też, nie mogłam do niej zadzwonić i spytać o radę, bo wiedziałam, jakie
byłyby jej słowa. Sama tego chciałaś.
A jednak,
wiedziałam też co Vee powiedziałaby mi po tym, jak ochrzaniłaby mnie za moją
własną głupotę. Oznajmiłaby, że to moje życie, że mam prawo robić to co chce, a
ktoś taki jak Dylan Rettino nie ma prawa mieszać się w moje sprawy. Może
miałaby rację?
Odblokowałam
telefon i wstukałam na dotykowym wyświetlaczu kilka słów, które właściwie nie
mijały się z prawdą, a które wywołały uśmiech na mojej twarzy.
Ja również chętnie się z
tobą spotkam. :)
But this is where the story ends
Or have we just begun
♣♣♣
Taki w sumie bez wyrazu ten rozdział i za dużo też się nie dzieje, ale cóż, nie może ciągle być pełno zaskakujących zwrotów akcji, czyż nie? ;)
Bardzo Was przepraszam, że tak dawno nie było rozdziału i nie będę zagłębiać się w szczegóły dlaczego wyszło tak a nie inaczej, więc powiem tylko: jestem już po maturach, a to oznacza, że jestem wolna. :) Dlatego też postaram się pisać teraz więcej, choć nie ukrywam, że czasem sprawia mi to ogromną trudność.
Tyle się teraz w moim życiu dzieje, że sama ledwo wszystko ogarniam, ale staram się nie poddawać i walczyć o siebie oraz o to, co dla mnie ważne, a niewątpliwie pisanie już na zawsze zostanie w moim sercu.
Dlatego też mam do Was jedną podstawową, choć ogromną prośbę. Proszę, aby każda osoba, która czyta moje opowiadanie wyraziła jakąś swoją opinię na jego temat. Niczego teraz tak nie potrzebuję, jak Waszej motywacji do tego, aby dalej pisać. Muszę wiedzieć, że to jednak ma jakiś sens, bo w przeciwnym razie, niezależnie od tego jak wiele znaczy dla mnie opowiadanie, poddam się i już tu nie wrócę. Nie chcę tego, naprawdę... Dlatego proszę: piszcie co sądzicie o rozdziałach, co was zaskakuje, co smuci, czego oczekujecie od następnych rozdziałów, gdzie chcielibyście, aby nas ta historia powiodła. Tak, mówię nas, ponieważ sama nie wiem do końca co będzie dalej, a jestem otwarta na wszelkie propozycje, także jeśli macie jakieś pomysły, piszcie śmiało, a ja na pewno głęboko je rozważę. :) Chcę, abyśmy razem tworzyli tą historię, abyście Wy również brali w tym udział. ;)
I na koniec chciałabym jeszcze zadedykować ten rozdział WAM WSZYSTKIM. Każdy Wasz komentarz daje mi tyle szczęścia, że sobie tego nie wyobrażacie. Wiem, że to próżne, ale kocham czytać jak piszecie mi, że sprawdzacie każdego dnia, czy nie dodałam czegoś nowego. To niezmiernie motywuje i daje satysfakcje, że to co się robi, jednak może się komuś podobać. Bez Was prawdopodobnie dawno by mnie tu nie było, bo to właśnie Wy jesteście moim wsparciem, moją motywacją i inspiracją do dalszego tworzenia. Kocham Was, moje drogie misiaki! :*
Oczekujcie kolejnego rozdziału, za który zamierzam zabierać się już od jutra, abyście nie musieli nigdy więcej tak długo czekać. ;)
Obiecuję, że w następnym będzie się już działo nieco więcej.... ;)
Kocham, Wasza Gugaska.
czytam=komentuję. :)